Bloog Wirtualna Polska
Są 937 592 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Antybiotyki...


     Cefalosporyny np. duracef, biodroxil, zinnat, zinacef, ceclor, cedax, bioracef, biofuroxym są również bezpieczne dla zdrowia człowieka.

Antybiotyki makrolidowe np. erytromycyna, davercin, rulid, rovamycyna, klacid, fromilid, sumamed należą do najmniej toksycznych i najbezpieczniejszych wśród leków antybiotycznych. Objawy nadwrażliwości na makrolid to: wysypka alergiczna, podwyższenie temperatury ciała, żółtaczka. Wszystkie te objawy ustępują w ciągu kilku dni od odstawienia leku. U pacjentów z uczuleniem na penicyliny, stosuje się z wyboru właśnie antybiotyki makrolidowe. W grupie makrolidów zdarza się czasem oporność krzyżowa tzn. bakterie nabywające oporność na jeden z tych antybiotyków, są jednocześnie oporne na inne makrolidy.

Klindamycyna (Dalacin C) jest pochodną antybiotyków makrolidowych. Zalecana jest do leczenia ciężkich zakażeń, kiedy nie można zastosować innych bezpieczniejszych antybiotyków.


Tetracykliny np. doksycyklina, są antybiotykami o bardzo szerokim zakresie działania przeciwbakteryjnego. Niestety łatwo powstają szczepy bakteryjne oporne na ten leki. Dlatego też wskazania do ich stosowania są ograniczone do wyraźnie określonych zakażeń. Tetracykliny mogą również wywoływać objawy uboczne ze strony nerek, wątroby i układu kostnego. Tetracykliny łączą się w trwałe kompleksy z jonami wapnia i odkładają w kościach oraz zębach, co u dzieci prowadzi to do uszkodzenia i przebarwienia zębów. Dlatego też dzieciom do lat 14 nie powinno podawać się tych antybiotyków. Tetracyklin nie wolno również stosować w okresie ciąży i karmienia, ponieważ stwarzają duże zagrożenia dla płodu, noworodka i małego niemowlęcia.

  Antybiotyki aminoglikozydowe (gentamycyna, biodacyna, neomycyna) są skutecznymi lekami o szerokim zakresie działania, które zarezerwowano do terapii ciężkich zakażeń. Warto wspomnieć, że gentamycyna jest jednak antybiotykiem stosunkowo toksycznym. Działania uboczne dotyczą występowania zaburzeń równowagi (zawroty głowy, szum w uszach) i słuchu oraz uszkodzenia nerek. Jak wykazują badania, biodacyna jest mniej toksyczna dla nerek niż gentamycyna. Neomycyna stosowana jest najczęściej na skórę i do oczu, i aby nie upośledzała słuchu, używa się jej krótko.

 

Jak zażywać antybiotyk?
     1. antybiotyk zażywaj tylko na polecenie lekarza. Rodzaj antybiotyku uzależniony jest do choroby, ponieważ żaden antybiotyk nie działa na wszystkie rodzaje bakterii.
     2. Ściśle przestrzegaj zaordynowanych odstępów czasowych w dawkowaniu leku. Jest to związane z czasem działania pojedynczej dawki antybiotyku. Zbyt długie przerwy między kolejnymi dawkami leku mogą prowadzić do rozwoju oporności bakterii na ten antybiotyk i osłabiać jego siłę działania.
     3. Jeśli zapomnisz zażyć na czas kolejną dawkę antybiotyku, to przyjmij ją jak tylko sobie o tym przypomnisz, a następne porcje leku zażywaj zgodnie ze wcześniejszym schematem dawkowania. Nie wolno natomiast podwajać następnej dawki.
     4. Przyjmij całą, zaleconą przez lekarza dawkę antybiotyku. Do antybiotyków w syropie producenci dołączają miarkę, która służy do dokładnego odmierzenia dawki. Objawy infekcji leczonej antybiotykiem zaczynają ustępować już po 3-4 dniach stosowania leku, jednakże pomimo tej poprawy nie wolno przerwać leczenia. Zbyt wczesne przerwanie antybiotykoterapii również powoduje rozwój oporności bakterii na dany antybiotyk.
     5. Większość antybiotyków zażywaj godzinę przed jedzeniem lub dwie godziny po posiłku, ponieważ treść pokarmowa może osłabiać ich wchłanianie w jelitach. Tym niemniej mamy już antybiotyki, które można przyjmować na początku posiłku.
     6. Często wraz z antybiotykiem lekarz zaleca Lakcid - preparat pałeczek kwasu mlekowego - lub lek przeciwgrzybiczy w celu ochrony naturalnej flory jelitowej. Niektórzy wolą pić kwaśne mleko lub kefir. Warto pamiętać, żeby wspomnianych napojów mlecznych nie spożywać wraz z antybiotykiem, ponieważ wapń zawarty w mleku może po prostu utrudniać wchłanianie antybiotyku z jelit. Napoje te można pić dopiero w 2-3 godziny po przyjęciu lekarstwa.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328231496,trackback

Zdaniem innych... (7) | Co ty na to?

Odczulanie pomogło!!!

Mogę z czystym sumieniem kazdemu polecić wypróbowanie opisanej metody odczulania, u nas przyniosło wymierne efekty - Vic przstał miec kaszel i katar po odczuleniu dwóch alergenów cenralnych...
Jeszcze nie zrobilismy kolejnych - trawy i plesnie - ale juz widac ze jego organizm o wiele lepiej sobie radzi, bo nawet jesli przebywa caly dzien na dworze to owszem, kaszle i ma katar ale niedługo...

Mój smyczek w przedszkolu radzi sobie swietnie, Pnie go chwalą bardzo, że taki ponad wiek rozwinięty, bywa, ze bardziej niz 4 latki w jego grupie...

Na dzień mamy byl występ całej grupy, Vic wystepował przebrany za żabkę, pieknie śpiewał - ależ byłam z niego dumna!!! dostałam przepiękna laurkę i swój portret wykonany przez mojego synusia - na mojej buzi widniał usmiech od ucha do ucha, jak milo ze moje dziecko tak mnie kojarzy :)

Mama nadal jest dla niego najwiekszym szczesciem, ostoja i opoką, Vic jest bardzo "za mną" co jest balsamem dla mojej duszy, że tak mnie moje dzieciatko kocha, choć czasem bywa męczący nieprzeciętnie i miewa humory takie, ze rece opadają...
Ale na co dzień jest pogodnym dzieckiem, bardzo otwartym na ludzi i nowości, szybko sie uczy i na każdym kroku widac jak pięknie sie rozwija...
Mój syn będzie rozmiękczaczem serc niewieścich na pewno, juz teraz taki z niego czaruś, ze panie w przedszkolu wymiękają, a takze panie na ulicy, w kazdym sklepie i sąsiadki, że o rodzinie i przyjaciołach nie wspomnę...
Potrafi zaczarować każdego...

a teraz trochę pofoczę:


tymi lazurowymi oczętami Vic zaczaruje kazdego...


Moja mała żabka w przedszkolku


Irokez w kąpieli ;)


...i najsłodszy buziak dla mamy :) :) :)


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6131988,trackback

Zdaniem innych... (0) | Co ty na to?

A jednak alergia...

W związku z niekończącym się duszącym kaszlem i przeźroczystym katarkiem zdecydowałam się na wykonanie testów alergicznych w instytucji BIOMED.

No więc były to testy wykonane techniką biorezonansową i z 90 najczęściej uczulających alergenów Vic ma największy odczyn alergiczny na roztocza/kurz domowy i białko mleka krowiego...
dalej:wełna owcza, kacze pierze, pyłki traw, brzozy i candida albicans - czyli jakis rodzaj grzybów (ale nie te typu pleśń domowa, tylko te pylące na dworze-ktore jednak poza okresem snieznej zimy przedostaja sie z wiatrem do mieszkan,zwlaszcza w cieple wilgotne lato i jesien) oraz na ziemniaka...

Oczywiście można wykonać testy na więcej alergenów, ale jak widać tu żadne dziwactwa nie wyszły to dalej testować natenczas nie będę... (koszt badania 265 zł, ja mialam kupon z gazety na 50% zniżkę - info o promocjach bede dostawac na e-mail)

Teraz najważniejsze to odczulanie na te dwa najgorsze alergeny, bo w zasadzie nie mozna ich w zaden sposób wyeliminowac - bo kurzu sie nie pozbedziesz chocby nie wiem co i jak i ile sprzatac, bo lata w powietrzu...
no a z mlekiem to jest inny cwancyk bo nie tylko ono samo nalezaloby wyeliminowac ale takze wszelkie jogurty, kefiry,desery mleczne,serki, sery biale i zolte, maslo, smietane margaryne, sery nie zawierajace mleka krowiego (kozie i owcze czesto zawieraja do 1/3 mleka krowiego) czekolade mleczna,lody, wyroby cukiernicze a takze pieczywo typu chałka i chleby do ktorych produkcji uzyto mleka a w przypadku ostrej nietolerancji takze ciastka chrupiące typu krakersy,makarony, preparaty z platków zbozowych,koncentraty zup i sosów,kiszona kapusta (bywa wytwarzana z dodatkiem serwatki)...

Tak więc dziś Vic miał juz pierwszy zabieg odczulania na kurz, konieczne są minimum 3 - dwa pierwsze odplatnie po 118zł, kolejny/e za darmo - firma daje gwarancje na odczulenie, gdyby po 3 zabiegach nadal wykazywal alergie to kontynuuja zabiegi za darmo (juz za tydzien mam zaniesc próbke kurzu z domu i na jej podstawie beda sprawdzac).
Potem się wezmę za odczulanie mleka, a dalej zobaczymy...

Jednak to potwierdza moje obserwacje, bo jak chocby Vic nie pił mleka i jadl mniej Bakusiów które uwielbia, to kaszel sie zmniejszal, a jak Panie wprzedszkolu mowily ze mu z nosa leci i ma kaszel a w domu nic sie nie dzialo to nawet Pan doktor powiedział ze to częste, bo jednak z przedszkolach ze wzgl bezbieczenstwa sa wykładziny, są kolderki i kocyki pod ktorymi dzieci spia i wiadomo ze nie pierze sie ich co tydzien, sa pluszaki (te w domu polecił wyprać lub zapakowane w woreczki wymrazac przez noc w zamrażalniku)...

Ja się uśmiałam tylko o tyle, ze ja też mam uczulenie na brzoze - od kilku lat, a uczuliłam sie na nią w NO, bo tam ich rośnie caaaaałe mnóstwo, o wiele więcej niz tu z mieście - tam lasów i parków o wiele więcej niz w PL w terenie zabudowanym...

Odczulanie robi sie po to, by już dany produkt czy substancja nie alergizowała - zazwyczaj starczają 3 zabiegi, sprawdza się czy nadal alergizuje, jeśli tak, to wykonuje się kolejne, już bezpłatne.
Przede wszystkim podoba mi się to, że test jak i odczulanie sa bezbolesne i bezstresowe, nawet jeśli drogawe jak na PL warunki...inna metodą są testy z pobranej krwi, ale wiedząc to co wiem, nie będę narażać Vicka na kolejne spotkanie z igłą - nawet na "zwykłe" sprawdzenie stanu zdrowia pobierali mu 2 duże strzykawki!

W przypadku testu dziecko w jednej rączce trzyma metalowy (chyba miedziany) pręcik z kabelkiem, a pan doktor "przytyka" do paluszka taką końcówke jak od długopisu - a w tym samym czasie jeszcze inna końcówką dotyka się fiolek z alergenami, urządzenie wydaje dźwięk obrazujący działanie alergenu na organizm - jednocześnie pokazuje go strzałka na specjalnym "liczniku" jak bardzo dany alergen podrażnia organizm. U Vica nawet ten kurz i mleko nie osiągnęły wartości krytycznych na szczęście...

Odczulanie robia tak:
dziecko siada na takiej specjalnej macie podłączonej kabelkami do urządzenia a w rączkę dostaje najpierw jedna taką "złotą" kuleczkę do potrzymania i włączają maszynę tą, którą go wcześniej badali, po 2 minutach dostaje kuleczki w obie ręce do trzymania przez 10 minut, nie może ich puścić, dla asekuracji ja dostałam bawełniane rękawiczki żeby w razie czego przytrzymać małemu rączki...jakos to poszło...

Zobaczymy jak to zadziała na Vicka, bardzo dużo ludzi korzysta z tej metody, bo az trudno się umówić...

czeka mnie jeszcze laryngolog, żeby sprawdzić czy nie ma czasem przerostu 3 migdałka...chociaz jak nie ma kataru to w nocy nie chrapie...


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5875886,trackback

Zdaniem innych... (1) | Co ty na to?

Przedszkolak :)

Victor jest przedszkolakiem!!!

A tak, skończywszy 2 lata i 8 miesiecy został przyjety do niepublicznego przedszkola i to do grupy 3-latków, a w zasadzie sa tam starsze od niego nawet o kilka miesięcy, co mojemu Synowi w niczym nie przeszkadza...

Ja się bardziej denerwowałam tym, czy Vic sie zaaklimatyzuje niz to było warte - jak sie okazało, moje dziecię pięknie sie odnalazło w nowym srodowisku...ani razu nie było płaczu za mamusią - przez pierwsze dwa tygodnie chodził tylko od rana do obiadku a przed leżakowaniem go odbierałam, żeby sie nie zraził do przedszkola z powodu tego, że trzeba w ciągu dnia lezec spokojnie skoro on juz od pół roku nie uskutecznia drzemek w dzień - za to pieknie zaczął spac wtedy w nocy, bez przebudzania się, a w wieku 2,5 roku został totalnie odpieluchowany - bo w dzień nie nosił pieluszek w domu juz wcześniej...
Spełniał wszelkie warunki by przyjąć go do przedszkola wczesniej i dobrze, ze poszedł - tak mu sie spodobało, ze nie chciał wychodzić stamtąd!
Kolejny tydzien zostawał już na drzemkę i podwieczorek i okazało się, że wcale to leżakowanie nie sprawiało problemu!

Moje dziecko jest chwalone przez panie wychowawczynie i pania dyrektor - że tak pieknie je, nie grymasi, zjada całe porcje (co w domu nie zawsze było regułą), że nie płacze za mną co sie bardzo rzadko zdarza, że tak ładnie i dużo mówi, że jest taki inteligentny i spostrzegawczy, ze ponad wiek rozwinięty, no puchłam z dumy za każdym razem :)

Najważniejsze, ze mu sie tam podoba :)

No i okazało sie , że ma tendencje do dominowania nad grupą (co mnie wcale nie dziwi, to ma na pewno po mamusi) i , że poustawiał sobie najstarszego w grupie kolegę, który przedtem "rządził" dziećmi...
I jak tu nie byc dumnym z takiego dziecka??

Ja już widzę wymierne korzyści u Victora - przede wszystkim w usamodzielnieniu się, w zachowaniu, mniej ma histerii, zrobił sie taki bardziej skłonny do współpracy, nie marudzi tak duzo jak wcześniej, nadal jest jak żywe srebro, ale widać, że mu sie nie nudzi, jest weselszy, choć zawsze był z niego smieszek...
Jest bardzo komunikatywny i świetnie dogaduje się z dziećmi ;)



Za to mama się zajęła ukierunkowaniem pracy zawodowej, wszystko powoli idzie do przodu...


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5806178,trackback

Zdaniem innych... (1) | Co ty na to?

Victor - znaczenie imienia

Imię niesie ze sobą obietnicę losu człowieka.
Poznaj jego magię i wykorzystaj energię...

Imieniny obchodzi 14 razy w roku -
 22, 27 lutego
6 marca
12 kwietnia
14, 17, 21, 28 maja
21,
28 lipca
16, 30 września
17 października
8 listopada


Odpowiedniki obcojęz.: łac. Victor, ang. Vic, Victor, fr. Victor, Victeur, Victre, Vidou Vitou, Vitoux, Vittre, niem. Viktor, ros., ukr. Wiktor, wł. Vittore, Vittorio.


 

Wiktor - "Victor" to po łacinie "zwycięzca". Ale jak się wsłuchać uważnie w magiczne wibracje tego imienia, to wcale nie kojarzy się z nim obraz tryumfującego wodza. Wiktor, jeżeli już odnosi zwycięstwo, to wcale nie dzięki śmiałym i ryzykownym posunięciom, lecz raczej dzięki starannym, drobiazgowym przygotowaniom i obliczeniu każdego swojego kroku. Dzieje się tak, gdyż liczbą jego imienia jest czwórka - liczba ludzi mocno trzymających się ziemi, polegających na tym, co da się zmierzyć i wyliczyć; często przesadnie ostrożnych i dalekich od porywów fantazji.
Osiąga wszystko, co zaplanuje, działa rozważnie i metodycznie, wierząc, że może pokonać wszelkie trudności jakie niesie życie. W kontaktach z ludźmi stara się byc serdeczny i pogodny. Zawsze można na niego liczyć. Żyje własnym rytmem i ponaglanie go nie na wiele się zdaje, zwycięża jednak na ogół we wszystkich codziennych walkach i co najważniejsze - zawsze ma wiatr w plecy!


Patron imienia: św.Wiktor, papież (189-199). Ustalił datę obchodzenia Wielkanocy na niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca.


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5675661,trackback

Zdaniem innych... (1) | Co ty na to?

Norweski kalendarz szczepień

wiek       vaksinasjon mot                                                                                               antall stikk

 3 mnd.     difteri,stivkrampe,kikhoste,polio,Hib (DTP-IPV-Hib) pneumokokksykdom   2   

 5 mnd.     difteri,stivkrampe,kikhoste,polio,Hib (DTP-IPV-Hib) pneumokokksykdom   2   

12mnd.     difteri,stivkrampe,kikhoste,polio,Hib (DTP-IPV-Hib) pneumokokksykdom   2   

15mnd.     meslinger,kusma,rode hunder (MMR)                                                          1

2.klasse    difteri,stivkrampe,kikhoste,polio (DTP-IPV)                                               1
(7-8 ar)

6.klasse    meslinger,kusma,rode hunder (MMR)                                                           1
(11-12ar)

7.klasse    Humant papillomavirus (HPV)
(12-13ar   vaksine mot livmorhalskreft,totalt 3 doser                                     per dose  1
jenter)

10.klasse  poliomyelitt (til og med arskullet fodt 1997)                                                      1
(15-16ar)  difteri,stivkrampe og polio (fra arskullet fodt 1998)

                 tuberkulose (BCG) 1 dose*
                 hepatitt B, 3 eller 4 doser*
                 * for barn i definerte risikogrupper (i gitt spedbarnsalder)

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5583785,trackback

Zdaniem innych... (0) | Co ty na to?

Zabieg chirurgiczny nie będzie potrzebny!

Przynajmniej mi sie tak wydaje, ponieważ udało mi się samej odkleić Synusiowi sklejkę i cała mastka juz została usunieta - cieszę się tym bardziej, że naczytałam się relacji innych Mam z owego zabiegu i wszystkie uważają, iż jest to dla dziecka traumatyczne przeżycie, robione na "żywca" bo w końcu ile może znieczulić maść Emla...

Victor nadal jest jak płynne, żywe srebro - jest go wszędzie pełno, wcześniejsze zderzenie z rowerkiem wcale nie nauczyło go być ostrożniejszym - przez co ja mam cały czas oczy "dookoła" głowy, poprzestawiałam nawet meble np. stół w kuchni by tak łatwo Vic na "zahaczał" narożników, ale mój Synuś nadal potrafi iść przed siebie nie zważając na to co ma przed sobą...w efekcie czego co chwila mamy nowego guza i maść arnikowa jest stale w użyciu...

Zima w pełni, co jest bezsprzeczną radością mojego małego szczęścia, śnieżki tudzież skakanie po zaspach to ulubiona zabawa - że o skakaniu w kałużach nie wspomnę ;)

Mini mini i ulubione bajeczki, układanie puzzli, zabawa kolejką, rysowanie oraz zamęczanie Mamy pytaniami - również...

Victor gada jak najęty - zadaje wiele pytań, komentuje wszystko co się dzieje a jego mowa rozwinięta jest na poziomie 3-4 latka jeśli chodzi o składnię zdań i kojarzenie faktów... Powód do dumy, ale i bólu ucha jak się takiemu małemu gzubowi buzia nie zamyka...

Histerie sa nadal, choc udaje mi się je ograniczać - chwilowa niechęć do fotelika ssamochodowego mija, jednak ryki potrafia byc przeogromne gdy Mama przyjeżdza odebrać Synusia od Babci po zajęciach - gdy zostawał z opiekunką były ryki jak mama wychodziła, ale to jest chyba normalne - nie mniej jednak już teraz potrafi przyjąć do wiadomości, że mamusia idzie do szkoły uczyć sie i, że wróci później, że trzeba wyjść czasami pozałatwiać ważne sprawy...

Sprawdziła sie metoda szeptania, gdy ryków nie daje się "przekrzyczeć" ani oddalić się by dziecię doszło do siebie w spokoju - bo biegł za mną "z syreną" a teraz po prostu biorę go na kolana i szeptam do uszka i tłumaczę, że jak będzie grzeczny to "czarodziejska wróżka" na pewno zostawi dla niego jakąś niespodziankę...

System nagród sprawdza się, ale na krótko, bo moje przeinteligentne dziecię potrafi sie samo zachwalać - "mamusiu, juz nie płaczę, jestem grzeczny - dostanę nagrodę?" o czym szybko zapomina jak tylko ma "muchy w nosie"...

Ale za to bardzo często słyszę jak moje szczęście mówi "kocham cię mamusiu" :)


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5495528,trackback

Zdaniem innych... (0) | Co ty na to?

Wypadki chodzą parami...

 Przez ostatnich kilka dni przezywalam horror...
Vic w biegu wpadł na rowerek i przekoziolkowal przez niego, padl glowa w naroznik korytarza - byla mala opuchlizna i slady nad siusiakiem, dzwonilam do pediatry i nie stwierdzila wstrzasu mozgu po opisanych objawach, kazala nie panikowac i obserwowac dziecko - nazajutrz sama pojechalam z nim do szpitala, bo opuchlizna juz zsianiala na glowie wokol lewego ucha i zasinilo sie oko, zsinialo tez nad siusiakiem - mial rtg czaszki - jakos poszlo to badanie, ale na usg brzucha i jąderek byla taka histeria, ze szok, nasinial mi caly na maksa - pediatra go obejrzala, sprawdzila odruchy, z opisu rtg bylo ok, z usg tez, ale wykazalo umiejscowienie jednego jaderka w pachwinie - do obserwacji ale pediatra jak go badala to powiedziala ze wg niej ono jest na miejscu, ale zeby sprawdzac i obserwowac zachowanie czy nie pojawia sie jakies spoznione objawy wstrzasnienia mozgu.
Apetyt na szczescie mial, choc nie jadl duzo i siusial normalnie - tyle ze mniej, bo malo pil - nie mniej jednak wygladal jakby sie zderzyl z czolgiem - opuchniete i zasinione cale okolice ucha, i policzek i oko, uprzedzono mnie ze ten obrzek moze sie przemieszczac - wieczorem juz oko bylo cale wokol, kazali podawac ibuprofen przeciwbolowo i przeciwzapalnie...z tylu bylo widac ucho na centymetr odsuniete od glowy, normalnie makabra totalna...
Ja niekoscielna, ale modlilam sie non stop zeby zdrowial, zaplakana bylabym non stop gdyby nie to ze musialam hamowac sie zeby Malego nie denerwowac...
Nocki horror, bo bolalo i sie budzil, te dwie pierwsze noszony i uspiany na rekach, co odlozony to sie budzil jak tylko zmienial pozycje...
...ale kolejnego dnia to myslalam ze padne ze szczescia jak opuchlizna o polowe zmalala, krwiak tez sie rozjasnil, tylko oko mial tak zapuchniete ze prawie nie mogl go otworzyc, dopiero na wieczor bylo lepiej - 2 doby po wypadku...nie dawal sobie tego okladac altacetem, kolezanka z masazu poradzila mi masc z arniki i przyznam ze dziala cuda - chociaz ledwo dawal sie smarowac, to tlusta jest i sie "trzymala"...
  Kolejnego dnia juz dawał sie smarowac, na obrzek nad siusiakiem tez podzialala, choc tam zasinienie tak szybko nie schodzi, dzis juz oczko otwarte, tylko wszystko schodzi mi na dól twarzy, nawet nasada nosa opuchnieta, ale szaleje juz jak dzik, na krok go nie odstepuje bo przeciez bym sobie nie wybaczyla jakby sie jeszcze gdzies puknął - a przeciez caly wypadek stal sie tak szybko, nosz cholewa, nie jest czlowiek w stanie zapobiec...
Tak wiec do NO nie lece bo zakaz latania az sie nie wyleczy, ze wzgledu na przeciazenie...
Wizyty lekarskie w No przełożone na polowę lutego - bilans dwulatka najpierw przekładała stacja zdrowia (całą jesień szczepili na grypę zwykłą i świńską, jak to określili pandemią), a teraz ja, ale to juz z przyczyn niezależnych ode mnie...
Wizytę i dentysty specjalisty dziecięcego też przełożyłam, mają oceniac czy leczyć czwórki w narkozie - czy w ogóle sie da i tak małego dziecka (bo leczenie zębów w narkozie akurat w NO jest normalnie wykonywanym zabiegiem, żeby dzieci nie stresować jeśli sie panicznie boja dentysty - lub tak jak moje wierzga, kopie i wyrywa się ile sił, choć żaden ból go jeszcze u dentysty nie spotkał, bo przeciez miał tylko ząbki lakierowane - lapisowanie jedna dentystka zalecała ale zapomniała uprzedzić, że nie działa to na ząbki z bruzdami - czyli trzonowce, bo tylko na powierzchnie gładkie - oraz że ciemnieja tylko zmiany próchnicze, ze lapisowanie nie jest zabiegiem jednorazowym i w miarę postępu próchnicy ząbki robią sie czarne i wykruszają się - bo, co najważniejsze, nie powiedziała - specjalista dziecięcy - że nie u wszystkich dzieci lapisowanie zatrzymuje próchnicę!
a skoro 3 innych dentystów dziecięcych lapisowania nie polecało tylko fluorowanie/lakierowanie...)

Wizyta kontrolna u chirurga odbyła sie bez przeszkód tudzież ryków, już jest dobrze, jąderko jest tez na miejscu - ale pan doktor stwierdził, że Vic ma sklejkę i zbiera mu sie mastka i trzeba zrobic zabieg odklejenia, aby nie zrobił sie stan zapalny...będzie miał zabieg w marcu,w PL.

Druga sprawą jest to, iz nawet pan chirurg stwierdził, że z narkoza to trzeba ostrożnie i , że zanim się zdecyduje na leczenie zębów - i, że najpierw mam sie zgłosić do dobrego ortodonty, żeby te Vickowe ząbko obejrzał i ocenił co warto tam zrobic a czego juz raczej nie ruszać - żeby też dziecka niepotrzebnie nie męczyć...

Vic wygląda jak mały bokser kaskader ;)


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5423871,trackback

Zdaniem innych... (1) | Co ty na to?

Początek 2010 roku - foty na blogu zdjęciowym Victora :)



Zwazywszy na to, że całe święta , sylwestra, i pierwsze dni spędziliśmy w dużym rodzinnym gronie, trzeba stwierdzić, ze początek roku był udany - ale i końcówka poprzedniego - dla Vica - na pewno :)

Przede wszystkim z powodu wielkiej ilości śniegu - która mamę cieszy za oknem, ewentualnie w czasie bitwy na śnieżki, ale ogólnie mamusia zimy, sniegu i mrozu nie lubi...
Nie mniej jednak świeta były zaplanowane w NO od długiego czasy i nikt nie mógł przewidzieć, że akurat wtedy temperatury spadną do minus kilkunastu stopni nawet w dzień - ale za to było się w czym tarzać, bo śniegu leżało mnóstwo - co możecie obejrzeć na fotoblogu :)

Gwiazdkowe preznty przyprawiły Vicka o taki szok, że wołać siusiu zapomniał, a potem już majsterkował na wzór Boba Budowniczego, srubki przykręcał, bajki czytał i oglądał, wszystko na raz i po kolei przez ten i kolejne dni...

Choróbska poważniejsze jakos nas ominęły, choć jakieś kaszelki po drodze sie ciągnęły, ale leczyliśmy tylko syropkami, choć na początku grudnia była mała dawka antybiotyku na gardziołko...Poję dziecko syropkami na uodpornienie - bo pogoda zimowa trzyma...

Szaleństwa na sankach, rzucanie śnieżkami, tarzanie sie w śniegu oraz grzebanie w nim to Victora żywioł - nawet jak sie bycie ciągniętym na sankach znudziło, to potrafił bawic sie w konika i sam ciagnął na sankach bryłę śniegu...











Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5423593,trackback

Zdaniem innych... (0) | Co ty na to?

Noworocznie....

Kochane,
 dziekujac Wam za ten wspolnie spedzony rok zycze, 
aby kolejny byl dla Was wszystkich i dla Waszych bliskich jak najbardziej pomyslny 
Naszym dzieciom zycze latwej adaptacji w przedszkolu, 
mamom wracajacym do pracy- latwego powrotu, mamom juz pracujacym-sukcesow w pracy, mamom, ktore beda szukaly pracy- powodzenia, a tym, ktore nadal beda zajmowaly sie dziecmi w domu- radosci z tego 
Zycze powodzenia na budowach, powodzenia na studiach, zycze ciaz tym, ktore ich bardzo pragna i skutecznej antykoncepcji dla tych, ktore nie chca powiekaszac rodzin
 Ale przede wszystkim zycze Wam milosci i zdrowia, jak to bedzie to cala reszta sie uda! 
A sobie i Wam zycze, by na naszych blogach zawsze panowala serdeczna atmosfera, bysmy sie wspieraly i zawsze mogly na siebie liczyc Jeszcze raz dziekuje za miniony rok i sciskam Was mocno




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5321379,trackback

Zdaniem innych... (1) | Co ty na to?

Gwiazdka 2009

W tym dniu radosnym, oczekiwanym,
gdzie gasną spory,goją się rany 
życzą wam zdrowia,życzę miłości, 
niech mały Jezus w sercach zagości, 
szczerości duszy, zapachu ciasta,  
przyjaźni, która jak miłość wzrasta, 
kochanej twarzy, co rano budzi  
-
życzą Wam z całego serca Deva i Victor

:)





Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5287159,trackback

Zdaniem innych... (2) | Co ty na to?

Chory Vic i foto-aparat...

Jeśli chodzi o  uzupelnienie  fot to nadal wstawiam na blog zdjęciowy Victora bo tak najszybciej z programu Picasa3 -http://devachan-viking.blogspot.com/ a tak poza tym to mi Vicuś aparat "kill him"
dorwał go z parapetu, i chciał mi zdjęcia robić, a jak chciałam zabrac to puscił na ziemię - nie chowa sie obiektyw, jedno zdjecie zrobil jeszcze zanim zdechl bardzo zamazane obawiam sie ze soczewka (Carl Zeiss) padła
jesli sie da w ogóle naprawic to nie bedzie tanio, a wtedy kupie najzwyklejszego "pstrykacza" na jakiejs promocji...
a najgorsze w tym wszystkim jest to, ze ubezpieczenie mialam tylko na 3 lata od daty zakupu, gdybym miala na 5 lat to by mi w NO dali nowy

 
Ostatnio mi sie Victor rozchorowal w piatek popoludniu (tydzien temu) a w sobote rano juz zaliczylismy pogotowie po tym jak zwymiotowal po kaszlu nadal utrzymywala mu sie temperatura i mowil ze go boli pokazujac na ucho i brzuch - no i ma zapalenie uszu, infekcja wirusowa - i antybiotyku Amoxycylina.

Vic nadal na antybiotyku, uszy wydaja się mieć lepiej za to kaszel mu sie taki zrywający pojawił - jednak moje silne dziecko na chorowitka nie wygląda, i broi nieprzeciętnie - ale on silny organizm ma, poprzednio miał antybiotyki w 10 miesięcy tem, w grudniu zeszłego roku...
Te jego ząbki nadal sie sypią i mimo dbania cięzko cokolwiek poradzić...juz widzę że nadkrusza mu się szkliwo na jedynce górnej...


Przez ten antybiotyk dziecko mi jesc nie chce, rozwolnienie, no juz widac efekty uboczne od początku antybiotyku lacidofila nie podawalam bo nie mialam, a teraz mi nie chce nic jesc nawet kakao sie napic a tam mu domieszalam, ech.......
i nadal ma tempke wieczorami....
bedzie kolejna wizyta lekarza pewnie w poniedziałek....
jedyny plus Norwegii to ze tam mam za darmo lekarza a tu musze prywatnie płacic mimo posiadania karty miedzynarodowej do leczenia,ale oczywiscie tu zadna przychodnia tego nie obsluguje, a do szpitala to tylko nagly wypadek, a jak juz dziecko choruje dluzej to ich nie obchodzi........wrrrrr....

Ostatnio obkupiłam to moje dziecię, dostał zaległe przezenty od mojego Brata ciotecznego Seba, więc jest tak przystojnie zaopoatrzony, że głowa boli mózg staje w poprzek na jego widok w tych małych kopiach superaskich męskich ciuchów!!!

http://devachan-viking.blogspot.com/




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5131247,trackback

Zdaniem innych... (1) | Co ty na to?

Przedszkolne przedbiegi...

Ostatnio czasu brak trochę na pisanie - np.wczoraj mnie nie było, bo głowa nie pozwalała - juz od jakiegos czasu nie wędrujemy z nocnikiem,ale wczoraj rano Vic robil siusiu w sypialni, i nawet nie zauwazylam na tych jasniutkich panelach, wynosząc nocnik, ze Vic go potrącił i była plama...
no i szerokim rozkrokiem schodząc z łózka sie na niej poślizgnęłam - tak rypnęłam o podłogę biodrem i głową (ze stania, bo na łóżko wskakuje otworzyc okno) że potem byłam nie do funkcjonowania...
nawet nie zawiozłam Vicia do przedszkola na umówiony pierwszy raz bo nie byłam w stanie wsiąśc za kierownice...

Za to dzis Vic był pierwszy raz w przedszkolu - zajechaliśmy na 9ta na sniadanie - po niej dzieci maja częsc dydaktyczna(zgodna z programem kuratorium oswiaty plus rytmika, angielski, logopeda - w zaleznosci od wieku i potrzeb), o 12ej obiad, bajki, wyciszenie drzemka dla tych ktore chcą, o 15ej podwieczorek, o 17ej zamykaja (ceny zaporowe, 10 zł za godz, powyzej 5 godz 50 zł za cały dzień dla dzieci chodzących niereularnie, 750zł dla chodzacych cały miesiąc)

Tak więc rano to nawet dobrze na mnie nie spojrzał tak szybko pobiegł do zabawek - i miałam nadzieję, ze sie obejdzie bez problemów, miałam go odebrac po podwieczorku...
o 13ej miałam tel ze Vic płacze i ze było by dobrze gdybym po niego przyjechała, bo nic nie działa na niego...
a ja jeszcze bylam z autem u mechanika, wiec jak tylko skonczyl (wymiana filtr oleju i szczęki hamulcowe z tyłu i inne drobnostki) to pojechałam, oczywiście korki więc byłam o 14ej - wchodze a tam moje dziecko zadowolone mnie wita "mamusiu rozbierz się, zdejmij kurtkę" i mnie rozpina... pytam sie czy zostaje czy idzie ze mna - po chwili zastanowienia stwierdzil ze idzie ze mną - a wczesniej mowil paniom ze on tu mieszka (w przedszkolu) i kiedy mamusia przyjdzie - a zaczal plakac jak w szatni zobaczyl wysokie kozaki jednej z Pań i mu się skojarzyło z moimi ktore mi "zakłada" i "zdejmuje" i zaczal sie ryk, stanie pod drzwiami, mamusiu i mamusiu - obiad zjadl o dziwo, pytam sie czy sam jadl a okazalo sie ze karmila go pani jak ryczal mniej...
siusiu nie wołał, chyba za duzo wrazen i zapomnial (mial pieluche, nie chcialam go jeszcze dodstkowo dołowac obsiusianymi ciuchami, czasem sie tego wstydzi jak mu sie zdarzy i moglby zle zareagowac na rozbieranie, bo nie zawsze pozwala by robil to ktos inny niz ja,ale okazalo sie ze ze zmiana pieluchy nie bylo problemu - i nastepne siusiu zrobil dopiero w domku, pielucha byla sucha)

Na 5 godzin pobytu tam przepłakał 2,5 godziny - pani zadzwonila jak juz uznala, ze mu sie krzywda dzieje - cale popoludnie i wieczor mial zasinione pod oczami biedniątko moje!

...a przestal płakac jak przyszła mama właścicielki przedszkola, która jest tam kucharką,podaje obiadki - jest troche podobna do Babuni, i przeszlo mu!

Na szczęście nie było potem żadnych efektów ubocznych tego przedszkolnego płaczu, bo w aucie padł i spał w drodze do domu (dzieki Bogu,bo przez korki przebijałam sie póltorej godziny odwożąc najpierw kuzyna do domu)

W domku dziecie do mnie mówi "mamusiu dam ci pilota, włącz mi" a ja sie pytam co ci włączyc? a moje dziecię na to - "jakąś bajkę"...
wymiękłam jeśli chodzi o składnię, on mnie tak co dzień zaskakuje nowymi słowami...
nawet powtarza moje słowka typu " no nie wierzę"(w kontekście ze nie wierzę że to się dzieje) albo "nie do wiary"

Popołudniu wpadła moja najlepsza psiapsiólka Danonka z synkiem 15to miesiecznym, on jeszcze taki nieporadny maluszek a Vic dzis podwojnie zazdrosny, wiec trzeba bylo ich pilnować - zwlaszcza jak Vic zastosowal prawo dzungli w stosunku do Krzysia zabierając mu kubek z piciem (miał swój ale Krzysiowi dałam piecie w innym kubku Vicka i oczywiscie okazalo sie ze od razu ten wlasnie byl lepszy, a wszyskie zabawki jego!)

i wlasnie po to chce by Vic bywal w przedszkolu by nauczył sie funkcjonowania w grupie, i obywania sie bez mamy choc troche...

Jakaż jestem z niego dumna, w koncu jak na pierwszy raz to było całkiem nieźle!!!
A wychowawczynie w przedszkolu zachwycone moim słodziakiem, że jaki elokwentny, wygadany jak na swój wiek 2 lata i 3 miesiące - więc na pewno będziemy kontynuować, na razie jeszcze nie regularnie,ale od czegos trzeba zacząć...

http://devachan-viking.blogspot.com/

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5095566,trackback

Zdaniem innych... (2) | Co ty na to?

Wakacyjne szaleństwa

...lato samo w sobie było piekne...

...przede wszystkim dużo słonca,spacerów,przebywania na swieżym powietrzu, w wodzie, brykania jak tygrysek z maleństwem...
Byliśmy na wypoczynku tzw.rodzinnym,  z jedynymi Dziadkami Vicka , bardzo mu sie podobala mozliwosc hasania po dworze nonstop...
Zresztą, "Kubuś Puchatek" to jedna z ulubionych bajek Victora...dalej na tapecie jest "Tom i Jerry" "Noddy" "Autobusy" i "Tomek" -ma nawet komplet "tomkowych" majteczek , o których woła "mamusiu,załóz przyjaciele" - bo bajka nazywa sie "Tomek i przyjaciele"...
Bajki starannie selekcjonuje a na typowe oglądnie tv jest absolutne embargo.

W ogóle moje dziecko jest tak rozgadane, że opowiada historyjki, mówi całymi zdaniami!!! i to w wieku 2 lat!!!

Jest tak inteligentny i rezolutny , że duma mnie rozpiera jak go chwalą, a chwalą!!!

Ja moge zaznaczyć, że jestesmy już odpieluszkowani za dnia, jedynie na noce mama jeszcze Vickowi pampersy na noc zakłada - i jak ostatnio zaczal tyle siusiac, że pieluchy nie starcza,to zaczęłam go odsiusiowywac w nocy...

Próchnica sie tak jakby zatrzymala po tym fluorowaniu,jednakze "dwojki" górne ma Victor "zjedzone" do polowy...
Za to wyrosło mi dziecie cudnie...
W wieku 26 miesięcy ma 14kg, 88cm wzrostu, do tego 23,5 rozmiar butka, ciuszki nosi na 98cm, a nawet takie lamane 98/104 tylko mu sa rękawy do podwijania...
Kupuję troszke na wyrost, bo butków dużo pokupowalam niewiele wiekszych i troche ich nie wynosil, bo mu nóżka bardzo latem urosła...

Mój Syn jest moim największym i najukochańszym skarbem,osobą number 1 w moim zyciu...
i nie ma nic piękniejszego od tego jak przychodzi do mnie cmoka i mówi "mamusiu kocham cię"...



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5019010,trackback

Zdaniem innych... (1) | Co ty na to?

Jestem mamą dwulatka :)

I zadbałam o to żeby miał udane urodziny - zabrałam syna nad morze, w ogóle nie chciał z wody wychodzić! Zaliczył tez wesołe miasteczko, plac zabaw z basenem z kulkami i zjeżdżalniami oraz obiad w restauracji :)
A rodzinnie w weekend wyprawiłam mu na odrodzie u Maman urodzinowe przyjęcie z tortem i grillem, prezentami, dmuchaniem mega świeczek, dwoma psami - rottweillerem seniorem i szczeniaczkiem rasy beagel i totalnym luzem na rozrabianie :)

Tutaj możecie obejrzeć zdjęcia z urodzinowych szaleństw :)



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4843640,trackback

Zdaniem innych... (11) | Co ty na to?

Moje Dziecko Indygo...2 latek Victor Leon

Dowiedziałam się, że mam BLUE CHILD jak Vic miał 10 miesięcy...

Wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy, cieszyłam się wyjątkowościa dziecka...

"Zdiagnozował" mi go Mistrz Reiki posiadający Klucze Kryształowe...

Po wizycie u niego  moja psiapsióła posiadająca pewne nadnaturalne zdolności widziała aurę Victora spowitą białym(!) blaskiem...

Ja sama odczułam po niej obecnośc i ochronę Aniołów...

nie, nie jestem nawiedzona ;)

skłaniam sie raczej ku reinkarnacji i karmie

wierzę w Boga, ale systemy kościelne do mnie nie przemiawiają...

***

Jeśli Twoje dziecko jest inne może się okazać, że to nie Ty powinieneś je wychowywać, ale to ono wniesie nowe wartości do Twojego życia, do życia naszego społeczeństwa.

Dzieci Indygo to młodzi ekscentrycy, którzy tworzą własne reguły i żyją tak, jak dyktuje im serce i rozum, mają silną wolę, poczucie humoru, twórczą wyobraźnię. Po raz pierwszy pojawiły się na tej planecie w późnych latach siedemdziesiątych (pionierzy nawet w pięćdziesiątych). Są to “stare dusze” dojrzałe by zapoczątkować rewolucję duchową świata.

Pozwólmy sobie uszanować odmienność naszych dzieci, pozwólmy zainicjować w nas otwartość na duchową przemianę, odkryjmy pierwiastek INDYGO w każdym noworodzącym się dziecku.

Fragment książki Dzieci Indygo Opieka i Wsparcie

Mali posłańcy światła

Dzieci Indygo reprezentują szczególny rodzaj osób, które pojawiają się na naszej planecie, aby obdarzyć nas swymi darami. Są tu po to, żeby zmienić nasze systemy polityczne, edukacyjne, żywieniowe, rodzinne i inne. Są tu też po to, aby pomóc nam wszystkim dotrzeć do swoich potencjałów poprzez stanie się bardziej naturalnymi i intuicyjnymi.

Podobnie jak pierwsi osadnicy w Ameryce Północnej czy w Australii, Indygo są niezależne, uparte i twórcze. Mają do wykonania pewne zadanie i nie pozwolą nikomu stanąć sobie na drodze. Poprzednie pokolenia otrzymały intuicyjne przesłanie: „Zmienić rząd, uzdrowić świat”. Podjęły działania w tym kierunku, ale uległy apatii i obowiązkom rodzinnym, które je zniechęciły i rozproszyły. Dzieci Indygo nie pozwolą, by znowu tak się stało – to znaczy, o ile ich nie odurzymy i nie zmusimy do uległości. Istnieją jednak ludzie, którzy odrzucają zmiany reprezentowane przez te dzieci. Chcieliby, aby system szkolnictwa pozostał niezmieniony i żeby Dzieci Indygo podporządkowały się istniejącym systemom. Ponieważ Dzieci Indygo nie można do niczego zmusić, a przymus postrzegają one jako formę nieuczciwej manipulacji, są one podstępnie odurzane, żeby je lepiej „dopasować”.

Dzieci Indygo często szufladkuje się jako cierpiące na ADD albo ADHD. Skróty te oznaczają odpowiednio: zespół zaburzeń koncentracji uwagi oraz zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi. Jednak dzieci te nie są zaburzone – zaburzony jest świat, do którego usiłują się dopasować! Pełen jest nienaturalności i nieuczciwości. I, jak powiedziała Dawn, Dziecko Indygo, które będę w niniejszej książce cytować: „Och, rzeczywiście cierpimy z powodu zaburzenia uwagi. Dostajemy za mało uwagi od swoich rodziców i innych dorosłych, od których potrzebujemy pomocy i przewodnictwa”.

W świecie współczesnym ludzie okłamują siebie samych i innych, utrzymując się przy życiu za sprawą przetworzonej żywności i zanieczyszczonego powietrza. Codziennie chodzą do pracy, której nienawidzą i odcinają się od przepełniającego ich uczucia niezadowolenia. Z drugiej strony, dzieciom tym brakuje umiejętności dystansowania się i okłamywania siebie. Posiadają niewiarygodne właściwości telepatyczne i zbyt wiele uczciwości, by siebie oszukiwać. W pewnym sensie, Dzieci Indygo stanowią dla nas wszystkich zdrowe modele ról.

(…)

Być może ADHD w rzeczywistości oznacza:

Attention
Dialed into a
Higher
Dimension

A jeśli spojrzymy na termin ADD jak na angielski wyraz add (dodać), dostrzeżemy, że jest to synonim słowa plus i znak dodatni. Prawda jest taka, że Dzieci Indygo posiadają wiele cech pozytywnych i że mogą stać się plusem w swojej rodzinie i społeczności.

Dzieci Indygo stworzone są do trudnej misji, obejmującej przebudowanie naszego rządu oraz systemu edukacyjnego i społecznego. To prawie tak, jakby przebywały na obozie szkoleniowym dla rekrutów, przygotowując się do walki. Dzieci Indygo wymagają w swoim życiu wysokiego stopnia stymulacji i pobudzenia. Zupełnie, jakby ich mózgi przystosowane były do znoszenia wysokich dawek stresu, a jeśli otoczenie nie zapewnia im stymulacji w wystarczających ilościach, Dzieci Indygo same jej poszukują albo ją tworzą.

Dzieci utalentowane i dzieci z zespołem ADHD mają wiele podobnych cech, takich jak wysoki iloraz inteligencji, kreatywność i skłonność do podejmowania ryzyka. Specjaliści twierdzą nawet, że jedyna różnica między dziećmi utalentowanymi a tymi z zespołem ADHD polega na tym, że te pierwsze kończą to, co zaczęły, te drugie zaś porzucają rozpoczęte projekty. Być może zatem dzieci z zespołem ADHD potrzebują jedynie wskazówek odnoszących się do umiejętności organizacyjnych, a nie Ritalinu.

Dzieci Indygo to młodzi ekscentrycy, którzy tworzą własne reguły i żyją tak, jak dyktuje im serce i rozum. Jednak nawet ta skłonność ma swe pozytywne strony. Dr David Weeks z Edynburskiego Szpitala Królewskiego w Szkocji przeprowadził wywiad z 1100 „ekscentrykami”. Odkrył, że posiadają oni trzy zasadnicze cechy wspólne: (1) silną wolę; (2) poczucie humoru; (3) twórczą wyobraźnię. Miewają też mniej problemów ze zdrowiem niż ogół populacji, a także żyją dłużej. Poza tym, dr Weeks odkrył, że „ekscentrycy są radośni, idealistyczni i pełni projektów mających poprawić lub zbawić świat”. Jak widać, bycie ekscentrykiem ma wiele plusów.

Dr Weeks wysnuł wniosek, że „wspólną cechą ekscentryków jest nadrzędna ciekawość, która popycha ich naprzód, a często czyni obojętnymi na drobne irytacje i stresy codziennego życia, dręczące ogół populacji”. Dzieci Indygo i ekscentrycy są zbyt zajęci marzeniami o sposobach zbawienia świata, by zawracać sobie głowę słaniem łóżka!

Pewna historia mówi o dziewczynce, która natknęła się na wielką kopę nawozu. Wzięła szuflę i zaczęła wściekle w nim kopać. Kiedy jej matka to zauważyła, powiedziała:

- Mój Boże! Co ty wyprawiasz?

- Wiem, że przy takiej ilości nawozu gdzieś tu musi być kucyk! – odparła dziewczynka.

W przypadku Dzieci Indygo często musimy inaczej odczytywać ich zachowanie i tak jak ta dziewczynka „dokopywać się do tego kucyka”. Często te dzieci są karane, strofowane i wyśmiewane – jeśli nie w domu, to przez nauczycieli i rówieśników. Zaczynają się wstydzić tego, kim są. Ten wstyd przyćmiewa blask ich złotych talentów. Podobnie jak zbity pies, Dzieci Indygo często chodzą ze zwieszoną głową i „podkulonym ogonem”. Znaczna część problemów z zachowaniem tych dzieci wynika z traumatycznego wstydu i nadużyć emocjonalnych, a nie z zespołu ADD.

Dzieci Indygo wiedzą, że są inne niż większość. Wiele z nich mówiło mi: „Czuję się, jakby jakiś autobus wysadził mnie na tej planecie i zastanawiam się, kiedy znowu przyjedzie, żeby zabrać mnie z powrotem do domu”. Na szczęście teraz jest już dość Dzieci Indygo, żeby mogły tworzyć grupy rówieśnicze w szkole. Podobnie jak kliki, które wielu z nas pamięta („The Jocks”, „The Socialites”, itd.), powstała nowa grupa – są to Dzieci Indygo.

Ta grupa może stworzyć tarczę łagodzącą ból, który jest rezultatem dokuczania i karcenia za inność. Pozbawione wsparcia ze strony przyjaciół i rodziny, wrażliwe Dzieci Indygo mogą uwierzyć, że coś jest z nimi nie tak. Może to prowadzić do zachowań typu acting-out* lub zachowań niezwykle introwertycznych.

„ADD nie jest przyczyną przestępczości”, mówi Jeffrey Freed, metodyk i autor książki Right-Brained Children in a Left-Brained World (Dzieci o dominującej prawej półkuli mózgu w świecie zdominowanym przez lewą półkulę). „Sądzę natomiast, że czynnikami, które się do niej przyczyniają, jest nieuzasadnione zaszufladkowanie i poczucie wstydu, towarzyszące temu zespołowi. Większość tych buntowniczych odmieńców mogłaby prowadzić szczęśliwe i udane życie, gdyby nie ich “przewinienie” wynikające z odmiennego stylu uczenia się”.

Indygo czują się staro od chwili urodzenia. W pewnym sensie, wiedzą one znacznie więcej niż dorośli, mają jednak niewielkie możliwości wyrażania swoich talentów ze względu na czasowe i finansowe ograniczenia systemu edukacyjnego. Szkoła i odrabianie lekcji zajmują im cały dzień – a na dodatek nie dostają za to nawet złamanego grosza! Jak czułbyś się, gdybyś musiał przebywać gdzieś całymi dniami, w towarzystwie ludzi, którzy dokuczają ci albo cię unikają, mówiąc, że coś jest z tobą nie tak – i gdybyś nie otrzymywał za to pieniędzy? Oczywiście, mówiono by ci, że „kiedyś” cała ta praca wyjdzie ci na korzyść, ale nie miałbyś całkowitej pewności, w jaki sposób miałoby się to zdarzyć.

(…)

Indygo są dziećmi niezwykle twórczymi, a ich sposób myślenia jest bardzo nowatorski. Ten styl myślenia dał początek wielu przełomowym odkryciom. Jeśli jednak nie jest on właściwie rozumiany i ukierunkowany, błyskotliwość Indygo może zostać zdiagnozowana jako ADD lub ADHD. Wielu badaczy uważa, że Einstein, Edison, da Vinci, a także inni wielcy myśliciele zostaliby uznani za cierpiących na ADD, gdyby żyli w dzisiejszych czasach. Oczywiście, wiedząc to, co teraz o nich wiemy, z pewnością nie chcielibyśmy, aby tym błyskotliwym naukowcom i filozofom udaremniono ich znaczącą pracę.

A znaczenie jest kluczem do pracy z Dzieckiem Indygo. Moja praca doradcy duchowego przekonała mnie, że każda dolegliwość o charakterze psychologicznym zawsze sprowadza się do jednego: dana osoba nie pracuje nad swoim Boskim Celem Życiowym. Sam fakt, że twoje dziecko jest, cóż, dzieckiem, nie oznacza, że nie odczuwa ono lęku egzystencjalnego. W obecnych czasach dzieci zaczynają kwestionować znaczenie życia już w bardzo młodym wieku. Być może ty też tak robiłeś.

Chociaż Indygo uczą się i działają w odmienny sposób, nie oznacza to, że są mniej inteligentne. Dr Jane Healy, autorka książki Endangered Minds (Zagrożone umysły), twierdzi, że dzisiejsi uczniowie wykazują wyższy iloraz inteligencji w porównaniu do poprzednich pokoleń uczniów.

Dzieci Indygo nie są nierozgarnięte! Chodzi o to, że ich ogólny iloraz inteligencji odzwierciedla pewną przemianę, wskazującą na zwiększenie inteligencji w sferze niewerbalnej, a obniżenie jej w sferze umiejętności werbalnych. Ponieważ jednak wskaźniki ilorazu inteligencji stanowią połączenie umiejętności werbalnych i niewerbalnych, ogólny poziom inteligencji jest obecnie wyższy niż kiedykolwiek przedtem.

Tym niemniej, być może nie dostrzegasz oznak inteligencji Dzieci Indygo na ich świadectwach szkolnych. Zamiast w szkole, ich błyskotliwość objawia się poprzez znakomite wyniki w grach wideo, poprzez tworzenie przepięknych naszyjników z paciorków albo zapamiętywanie każdego słowa ze swoich ulubionych piosenek. W tej książce omówimy sposoby przeniesienia tej inteligencji w inne sfery życia, takie jak szkoła i relacje rodzinne.
Dzieci Indygo to grupa jednostek, które po raz pierwszy pojawiły się na tej planecie w późnych latach siedemdziesiątych. Niektóre z nich przybyły już wcześniej, jako „pionierzy”. Najwcześniejsze Dzieci Indygo pojawiły się w niewielkich grupkach w późnych latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, aby zbadać tę planetę na użytek większej grupy, która miała podążyć ich śladem.

Czytając o tych Dzieciach Indygo, możesz stwierdzić, że identyfikujesz się z ich cechami. Być może zastanawiasz się nawet: „Czy to możliwe, żebym był Dzieckiem Indygo, nawet jeśli jestem już osobą dorosłą?” Jeśli tak właśnie myślisz w trakcie czytania tej książki, to dzieje się tak dlatego, że nawiązujesz kontakt z tą częścią scenariusza Indygo, która pokrywa się z twoim Celem Życiowym.

Podobnie jak Dzieci Indygo, jesteś posłańcem światła...



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4822261,trackback

Zdaniem innych... (4) | Co ty na to?

Maminy bilans dwulatka :)


I juz dwa lata za chwilkę mój Synus będzie miał :)
Ten rok był stanowczo łatwiejszy od poprzedniego dla mnie jako mamy, choc perypertii mielismy wiele...
Jesteśmy wytrawnymi podróżnikami - latamy na trasie PL-NO co rusz, jeździmy autobusami na lotniska, i czym trzeba by się dostac tam gdzie trzeba bo samochodu brak...
Teraz zresztą mama sobie jakieś auto kupic musi skoro tata skasował mamy golfa i stracił prawo jazdy...

A Victor w wózku podróżować lubi, spać też na spacerkach i uwielbia place zabaw z piaskownicami i zjeżdżalniami :)
Biega jak wytrawny biegacz, nawet mama ma czasem problem z dogonieniem go ;)
Po schodach umie sam schodzi jak i wchodzić, bez problemu...

Opanował trudną sztukę korzystania z nocnika, woła "nocnik, nocnik" albo sam siada (nie umie ściągać majtek, więc siusia przez nie, ale najważniejsze, że wie o co chodzi :) nawet po drzemkach, nocnym śnie i krókich spacerach ma suchego pampersa - więc pewnie niedługo juz będzie totalnie odpampkowany, jak tylko go nauczę siusiać "pod krzaczek"...

Victor mówi całymi zdaniami - składa kilka słow sam, opowiada, rozmawia przez telefon odpowiadając na pytania - jestem w totalnym szoku jak szybko mu to poszło!!!
Ze stworzonych przez soebie słów pozostał tylko "dobek" "tilam tilam" wyśpiewywane jako piosenka i "bęgląć" oraz "bęgląłem" co oznacza że coś się stało co wywołało dalszą reakcję - uderzenie powodujace ruch, przewrócenie kogoś lub czegoś od słowa "bęc - bang - "bęg"


KOCHAM CIĘ słyszę często i to juz wymawiane z "dykcją" ;)
Potrafi się zapytać "mamo co jest" "nie stało się" co oznacza czy nic się nie stało?
Przytulak się z niego taki fajny zrobił, rezolutne dziecko z niego tak jak niegdys z mamy...

No i piękny jest i pękam z dumy że mam takiego syna - a jakiego?
Indygo.
Umęczliwego ale i nadprzeciętnie rozwiniętego emocjonalnie i inteligentnie brzdąca o wielkim sercu :)
Krnąbrnego ale i najukochańszego :)

Trzeba go trzymać silna ręka, ale delikatnie i umiejętnie - i ja nadal sie tego uczę i oby mi dobrze szło - przede wszystkim ze względu na niego, na moje wyjątkowe dziecko, które nareszcie nauczyłam się doceniać, że mam i - że jest moim największym dobrodziejstwem życiowym...



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4822115,trackback

Zdaniem innych... (1) | Co ty na to?

Anioły...

Pewnego razu było dziecko gotowe, żeby się urodzić. Więc któregoś dnia zapytało Boga: 

- Mówią, że chcesz mnie jutro posłać na ziemię, ale jak ja mam tam żyć, skoro jestem takie małe i bezbronne? 

- Spomiędzy wielu aniołów wybiorę jednego dla ciebie. 
On będzie na ciebie czekał i zaopiekuje się tobą. 

- Ale powiedz mi, tu w Niebie nie robiłem nic innego tylko śpiewałem i uśmiechałem się, to mi wystarczało, by być szczęśliwym? 

- Twój anioł będzie ci śpiewał i będzie się także uśmiechał do ciebie każdego dnia. 
I będziesz czuł jego anielską miłość i będziesz szczęśliwy.

- A jak będę rozumiał, kiedy ludzie będą do mnie mówić, jeśli nie znam języka, którym posługują się ludzie? 

- Twój anioł powie ci więcej pięknych i słodkich słów niż kiedykolwiek słyszałeś, i z wielką cierpliwością i troską będzie uczył Cię mówić. 

- A co będę miał zrobić, kiedy będę chciał porozmawiać z Tobą? 

- Twój anioł złoży twoje ręce i nauczy cię jak się modlić. 

- Słyszałem, że na ziemi są też źli ludzie. Kto mnie ochroni? 

- Twój anioł będzie cię chronić, nawet jeśli miałby ryzykować własnym życiem. 

- Ale będę zawsze smutny, ponieważ nie będę Cię więcej widział. 

- Twój anioł będzie wciąż mówił tobie o Mnie i nauczy cię, jak do mnie wrócić, chociaż ja i tak będę zawsze najbliżej ciebie. 

W tym czasie w Niebie panował duży spokój, ale już dochodziły głosy z ziemi i Dziecię w pośpiechu cicho zapytało: 

- O, Boże, jeśli już zaraz mam tam podążyć powiedz mi, proszę, imię mojego anioła. 

- Imię twojego anioła nie ma znaczenia, będziesz do niego wołał: 
"MAMUSIU".


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4757122,trackback

Zdaniem innych... (4) | Co ty na to?

Nocnikowanie

http://devachan-viking.blogspot.com/

No chcę się pochwalić moim kochanym zdolnym Synusiem!!!
Wcześniej jakos leniwa byłam do odpampersowywania, ale jak się teraz upały zrobiły, to stwierdziłam, że spróbujemy - kupiłam mu 14 par majtek (dwa siedmiopaki na wyprzedazy u mojej Siorki w Mothercare) i zaczęlismy uczenie siusiania na nocnik w zeszłym tygodniu - majtki były zlane prawie raz za razem, czasem mi się udało zdążyć wysadzić go na czas, ale nigdy nie chciał siedziec dłużej niż chwilę...były też akcje typu, że siusiu zrobił i chciał wylac do kibelka i mu się rozlało na podłoge...
Potem był weekend spędzony u Babuni, wiec papmers, ale w domu znów spróbowałam - i tak z głupia frant jak były kolejne majty zlane to Vic zaczął biegac bez - i to się okazało przełomem - bo tak było mu łatwiej siadać na nocnik, bez wołania nawet - za to z efektami!!!
Prawie za każdym razem jak siadał to siusiu robił!
A dziś to i siusiu i qpkę, i juz zajarzył, że trzeba wołac, wprawdzie nie za każdym razem to robi, ale juz skojarzenia ma dobre!
A trzeba dodać, że tak naprawdę to dopiero 4ty dzień nauki ;) i juz takie potępy! dziś tylko raz siuśnął nie w nocnik... na spacer i drzemkę miał pampka, wiadomo, nie za dużo na raz...ale jak tak dalej pójdzie to na 2 latka będziemy już odpampersowani w dzień na pewno :) a może i w nocy, zobaczymy...

Jestem bardzo dumna z mojego Syna!!!

Z ostatniej chwili - Vic uwielbia arbuzy (odpestkowane), truskawki (zasypane cukrem), brzoskwinie (dojrzale w kawałkach) oraz słodkie czereśnie (odpestkowane oczywiście).




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4736928,trackback

Zdaniem innych... (4) | Co ty na to?

23 miesiące - podsumowanie

http://devachan-viking.blogspot.com/
No to na miesiąc przed urodzinami Vic wazy 13kg,
mierzy 93cm, nosi ubranka na 86/92, ale też na 98 (spodnie, z regulowaną talia i bluzy),
buty rozmiar 6-7UK, czyli 23, sandałki wypadają rozmiar mniejsze...
Swietnie wygląda w kaszkietach i bejsbolówkach,poza tym skutecznie dają cień na oczy ;)

Wykonywanie poleceń i słuchanie mamusi wychodzi mu coraz lepiej,
tak samo jak mycie ząbków - juz robimy to bez wrzasków i wyrywania się, Vitol sam myje, a mama pomaga prowadząc rączkę...
W ubieraniu rozbieraniu pomaga, a nawet sam się stara...
Jeśłi chodzi o jedzenie to nie ma żadnych humorków - okresowo po prostu nie je pewnych rzeczy, które normalnie lubi, takie "widzimisię"-
-ale jest ładnie odpasiony, żaden chudzielec :) no i ładnie sam je, ja mu pomagam o tyle, żeby zjadł jakąś rozsądna porcję.
Włosy były już obcinane maszynką, (wczesniej raz u fryzjera) i teraz czekam czy jak odrosną, to tez będa się kręcić - bo słyszałam opinie , że po obcięciu maszynka na krótko, juz rośnie potem "szczecinka", ja obcinałam go na 21mm.
Tylko, że w takich krótkich włoskach to jak dla mnie wygląda za poważnie...

Zdobyliśmy wreszcie PL pesel,
będę mogła swoją polisę życiówke na dziecko przepisac i mu nową założyć - i to przed urodzinami, rozdam blankiety wpłat i niech kto i ile chce to wpłaci, będzie potem miał na start w dorosłość...
Już zreszta jeden taki program oszczędzania w Millenium załozyłam, w funduszach zrównowazonych.

Jeszcze troche i mój mału polski Norweg będzie miał mamę "norkę"
-
dzis sie dowiedziałam, że zdałam ustny egzamin z norweskiego,
to było warunkiem do nadania obywatelstwa,
więc chyba je dostanę niedługo...

Trening nocnikowy idzie nam powoli
niech sie tylko cieplej zrobi to myślę, że do końca lata damy radę, jak pobiega tylko w majtaskach ;-)
Ataki wściekłości i złości w normie, oby bunt dwulatka nie był gorszy...
Czuję sie coraz bardziej wyluzowaną matką, ale czasem nerwy mi puszczają - np. jak mi dorwany znienacka cichaczem krem wetrze w kanapę albo ścianę (a dopiero pół roku po remoncie)...
ALe generalnie jest cool, czesto jestem "hochana"

Pamięc mój syn ma rewelacyjną potrafił szczegółowo opisac wizyty u dentystki, która nadmuchiwała mu balon "pani balon Vitola" "balon buśkom" - malowała buzię mazakiem oraz że oglądała i robiła mu ząbki, pokazując palcem w buzi mówił "lobiła"...
Albo przejety chorobą swojej cioci często powtarzał "Ania chola"

Rozwój mowy za to bardzo do przodu -
- Vic juz tworzy zdania!
"mleko gdzie jest"
"mleka nie ma"
"to jest ciapetka (skarpetka) Vitola"
"to jest mamy"
"to jest brudne, zimne, gorące"
często zamiast "nie ma" Vic mówi "nie jest"
"siusiać"
"pampers"
"majtki"
"ponie" (spodnie)
"buciki"
i wiele wiecej...



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4706301,trackback

Zdaniem innych... (1) | Co ty na to?

 123456789  »

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 17 maja 2012

Zajrzało tu:  114 124 (wersja testowa)

Fotki Victora

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Opisuję...

początkowo opis życia we mnie, a teraz relacja z cyrków jakie ma matka z dzieckiem :)

Autorka:

Zodiakalny Baran , dążący uparcie do celu, ideałów - dusza artystyczna kochająca piękno...
Silna kobieta, życiowo pragmatyczna o duszy romantyczki, chodząca własnymi ścieżkami...

"LUDZIE POWIEDZĄ,
ŻE IDZIESZ W ZŁĄ STRONĘ,
ZA KAŻDYM RAZEM,
KIEDY PÓJDZIESZ SWOJĄ DROGĄ"

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 23.05.2011 14:40:07
  • autor: Placyd
  • treść: Powiem tylko, &iques...

Statystyki

Odwiedziny: 114124
(wersja testowa)
Zapiski
  • liczba: 168
  • komentarze: 386
Księga gości: 47
Bloog istnieje od: 1857 dni

Lubię to